sobota, 27 września 2014

Rozdział 5 / Little Things


* 2 miesiące później*

 - Halo? - mruknęłam do słuchawki próbując przełknąć duży kęs lasagne.
- Jesz? - Ashton zaśmiał się po drugiej strony połączenia.
- Tak, umieram z głodu, ponieważ kilku głupków nie nakarmiło mnie po szkole.
- Przepraszam, że nie mogliśmy z tobą do domu wracać, ale mieliśmy spotkanie zespołu - coś w jego głosie brzmiało, że nie była to całkowicie prawda, ale wzruszyłam tylko ramionami.
- Nie no, jest okej - w przeciwieństwie do lasagne. Pchnęłam talerz do przodu i oparłam głowę na rękach. Po pierwszej nocy, gdy do późna pisałam z Ashtonem nie pisaliśmy tak często, ale dwa tygodnie później non stop ze sobą sms-owaliśmy, a ostatniej nocy rozmawialiśmy przez telefon aż do 4 nad ranem gdy zasnęłam.
- Chciałabyś pójść zobaczyć jakiś film czy coś? - zapytał się, a ja spojrzałam na zegarek rozważając czy powinnam iść. Jest tylko siódma w piątkowy wieczór, a tata nie przyjedzie w najbliższym czasie. Przypuszczam że mam czas. Jedynym problem będzie pozostanie przytomnym.
- Albo pójdziemy po jakieś jedzenie i zobaczymy film u mnie - zasugerowałam - Pamiętasz ostatni tydzień jak chcieliśmy wszyscy iść zobaczyć film a nic ciekawego nie było?
- Racja - zachichotał. Jego chichot wciąż powodował, że miękłam. - Mogę do ciebie wpaść i pójdziemy... Czekaj, ty mówiłaś, że właśnie jesz? - śmiał się tak głośno, że musiałam odsunąć telefon od ucha.
- Zamknij się, to resztki lasagne i to jest ohydne - skrzywiłam się patrząc na talerz.
- W prządku, zapewne teraz patrzysz z obrzydzeniem na twoje jedzenie - co mogę powiedzieć, chłopcy dobrze mnie znają - Będę za jakieś 10 minut? - powiedział, ale to brzmiało bardziej jako pytanie.
- Dobry plan.
- Batman - zaśmiał się znajdując powód do bycia zabawnym. Ashton dużo się śmieje z własnych dowcipów.
- Dziwak - śmiałam się z nim - To do później.
- Pa - zachichotał i odłożył słuchawkę.
Spojrzałam na talerz z lasagne, podniosłam go aby jedzenie wrzucić do kosza. Chciałabym być czasami bałagarniaskim człowiekiem. Chciałabym położyć talerz w zlewie i go tam zostawić, ale nie, ja muszę spłukać go całkowicie, a następnie umieścić w zmywarce.
Pobiegłam na górę aby znaleźć coś do ubrania, aktualnie mam założone spodnie do jogi i koszulke, które nie byłyby dopuszczalne aby wyjść coś zjeść. Dobre aby iść do McDonalds, ale nie cierpię tego miejsca i Ashton dobrze o tym wie. Możliwe, że tylko pójdziemy po chińszczyznę i wrócimy z powrotem? Ciekawe, gdzie podziewa się reszta chłopaków.
- Braylee - słyszę znajomy głos wyrywając mnie z myśli.
- Jestem tutaj - zawołałam wychodząc z garderoby na chwilkę.
- Hej - odetchnął po wejściu do mojego pokoju. Spojrzałam na jego strój. Miał na sobie czarne jeansy i ładny t-shirt. Zazwyczaj łatwiej jest spojrzeć na to co chłopcy mają na sobie, a następnie zdecydować co ubrać, bo prosząc ich o pomoc jest jak mówienie do ściany. Ale czasami mogą być pomocni.
- Pozwól mi się przebrać i możemy iść - uśmiechnęłam się do Ashtona i wróciłam do garderoby. Zdecydowałam się na wyblakłe, ciemne rurki i szaro-biały sweter z długim rękawem. Pobiegłam do łazienki aby szybko się przebrać. Sprawdziłam makijaż i włosy, które wciąż wyglądały przyzwoicie.
- Tata do ciebie napisał - Ashton spojrzał się na mnie gdy weszłam do pokoju.
- Możesz przeczytać? - nigdy nie przeszkadza mi to, że Ashton bierze mój telefon czy któryś z chłopaków w takiej sprawie.
- Chcesz tego? - skinęłam głową rozglądając się za jakimiś butami - Powiedział, że musi złapać lot nocny do Perth dzisiaj i nie wróci do poniedziałku.
- Mógłbyś mu odpisać? - skinął głową - Napisz "w porządku tato. Bądź ostrożny, kocham cię xx" - spojrzałam jak odpisywał.
- Odpowiedział, że też cię kocha i prosi abyś się nas zapytała czy będziemy z tobą, bo nie chce żebyś spędzała ten weekend sama. Powiedział, że będzie spokojny gdy będzie wiedział, że będziemy tutaj chronić cię. - mój tata nienawidzi zostawiać mnie samą. Normalnie kiedy musi wyjechać przyjeżdżają do mnie moi kuzyni i spędzamy razem czas.
- Nie jestem dzieckiem - wydęłam wargi, ślizgając się na moich butach.
- Cóż, my zostajemy, więc musisz to przeboleć - pokazał mi język. To nie jest pierwszy raz, chłopcy są tu cały czas. Skrycie byłam wdzięczna, że Ashton przeczytał tę wiadomość. Nie lubię zostawać sama w domu, ale nie chciałam się do tego przyznać. Nawet w noce gdy mój tata jest do bardzo późna w pracy jestem trochę nerwowa. Nie śpię dobrze w pustym domu.
- Możemy iść coś zjeść? - masowałam żołądek - Umieram z głodu. - Luke  robi podobnie jak ty.
- Być może - zachichotałam - Ale to jest w porządku, przecież jest moim najlepszym przyjacielem.
- Ouch, myślałem, że to ja jestem twoim najlepszym przyjacielem.
- Jesteś, jesteś - prawda jest taka, że Ashton jest kimś więcej niż tylko przyjacielem, ale praktycznie zatrzymaliśmy się w strefie przyjaciół. Również potrzeba nowych znajomości , bo jestem ofiarą i używam ich piosenek do opisania mojego życia.
- Jest okej, rozumiem - mrugnął, a ja zarumieniłam się. - Chodźmy jeść - wstał podając mi mój telefon. Gdy szedł szturchnął mnie ramieniem o moje i poczułam gęsią skórkę.
- Gdzie idziemy? - zapytałam schodząc za nim po schodach.
- Nandos - zasugerował, a ja pisnęłam.
- Poważnie, ty jesteś jak bliźniak Luke'a.
- Bliźniaki - zaśmiałam się wyciągając telefon gdy wychodziliśmy z domu. Ashton zamknął zamknął drzwi do mojego domu, co dla mnie okazało się być śmieszne.

@brayleeboo - według mnie @ashton5sos i @luke5sos bliźniakami! #Twinies :) <3 #NajlepsiPrzyjaciele

@luke5sos - to dlatego, że oboje jesteśmy gorący @brayleeboo to nie jest dziwne skoro jesteś moim najlepszą przyjaciółką/bliźniakiem

@luke5sos - oh i baw się dobrze ;) @brayleeboo

@brayleeboo - ummm co? @luke5sos #zdezorientowana

@luke5sos - nic skarbie, do zobaczenia później ;) @brayleeboo

- Luke jest dziwny - zapięłam pasy, a Ashton zachichotał nerwowo odpalając silnik. Cóż, to jest coś nowego. Nigdy nie widziałam Ashtona zdenerwowanego. To nie jest pierwszy kiedy jesteśmy tylko we dwójkę, ale dziś wydaje się być inny.
- Nandos - wykonałam swój szczęśliwy taniec, gdy Ashton wyjeżdżał z podjazdu.
- Jestes taka urocza - zaśmiał się, a ja zarumieniłam. Uśmiechnął się do mnie pocierając moją nogę abym poczuła się komfortowo. Starałam się ignorować uczucie które mi towarzyszyło od jego dotyku. Ta energia która przechodziła przez moje ciało gdy mnie dotknie jest coraz trudniejsza do zignorowania. - Australia dobrze na ciebie działa - trzymał cały czas rękę na mojej nodze gdy jechaliśmy.
- Cóż, wy mi w tym pomagacie - uśmiechnęłam się oblizując wargi przed kontynuacją - Tęsknię za Kalifornią i mogłabym zabić za burgera w tej chwili, ale Nandos jest wspaniałe i Australia dość niesamowita.
- I ja jestem niesamowity - dodał z bezczelnym uśmiechem na twarzy.
- Nie przesadzajmy - drażniłam się a on pchnął moją nogę żartobliwie i następnie położył dłoń z powrotem na mojej nodze. W ciągu kilku ostatnich tygodni stał się zbyt przewrażliwiony. Czasami jest to minimalne i szybkie dotknięcie, ale kiedy nie ma chłopaków wygląda to inaczej. Gdy chłopcy są z nami jego dotyk jest sekretny. Zawsze jesteśmy wtuleni podczas oglądania telewizji, a chłopcy myślą, że to nic takiego, bo również o nich się opieram. On również ciągle przyciąga do uścisku lub przytula od tyłu.

Kiedy dotarliśmy do Nandos Ashton jeździł po parkingu szukając wolnego miejsca. nandos było całkiem zatłoczone biorąc pod uwagę, że jest to piątkowy wieczór.
- Jest jedno - wskazał na miejsce dość blisko drzwi.
- Dzięki skarbie - mrugnął powodując, że znowu się zarumieniłam. Ma w sobie coś takiego, że powoduje u mnie rumieńce. Zaparkował i wysiedliśmy z samochodu wprost na rześkie powietrze. Ashton podszedł i złapał moją rękę przeplatając nasze palce. Przygryzłam wargę patrząc na nasze ręce które razem pasowały perfekcyjnie. W ciągu ostatnich kilku tygodni, zaczęłam dostrzegać, że wszystko co Ashton i ja robimy razem wydaje się, że doskonale do siebie pasuje. Nie ma niczego co zrobimy z Ashtonem jest dziwne lub nienaturalne. Wydaje się, że po prostu przypadliśmy sobie do gustu.
Zamówiliśmy nasze jedzenie, a Ashton po prostu spojrzał się na mnie i uśmiechnął. Nie mówił nic tylko gapił się i uśmiechał.
- Okej, jesteś dziwny, co się dzieje? - zaśmiałam się rozglądać czy chłopcy zaraz nie wyskoczą i cholernie mnie wystraszą, czy coś.
- Nic. Jestem po prostu bardzo szczęśliwy - zastanawiam się, czy kiedykolwiek zdobędę ten cudowny akcent? Prawdopodobnie nie, ale dziewczyna może pomarzyć.
- Szczęśliwy? - uniosłam brwi, a on skinął mieszając słomką swój napój. Czekałam aż wyjaśni co miał na myśli mówiąc szczęśliwy, ale po raz kolejny był cicho. – Dlaczego tak jest? – naciskałam, ale on tylko wzruszył ramionami. Wiedziałam, że nie powie mi nic więcej. – Jesteś irytujący – wypuściłam z siebie głębokie westchnięcie.
- Kochasz to – przewróciłam oczami, ale oboje wiedzieliśmy, że to prawda. Uwielbiam wszystko co chłopcy robią, kiedy są nieznośni jak cholera nie mogę pomóc, ale uwielbiam każdą chwilę z nimi. – Czy myślisz, że kangur mógłby być dobrym psem obronnym? – zapytał przypadkowo. Wzruszyłam ramionami nie rozmyślając nad jego przypadkowym, głupim pytaniem.
- Pewnie nie miałeś okazji zobaczyć filmu ”Kangur Jack”?
Resztę czasu spędziliśmy rozmawiając o przypadkowych rzeczach. Nie było momentu żebyśmy siedzieli w niezręcznej ciszy. Nasza rozmowa płynęła, rozmawiając z nim jest po prostu swobodne i jest coraz łatwiejsza gdy znam go coraz lepiej.
- Czy kiedykolwiek powiedziałem ci, że jesteś piękna? – uśmiechnął się Ashton, a ja zarumieniłam się spuszczając wzrok. Moje blond włosy zakryły twarz i przygryzłam wargę aby nie powiedzieć czegoś głupiego. Czasami on ma tendencję do zbicia mnie z tropu z jego zuchwałymi komentarzami. – Hej, nie - jego palce spoczywały pod moją brodą i podniósł delikatnie głowę – Nie ukrywaj się przede mną – mruknął łagodnie – Jesteś piękna, Braylee Ann.
- Nie czuję się piękna – mruknęłam cicho do siebie opuszczając oczy patrząc się na jego wyciągnięte ramię.
- Otóż jesteś i zamierzam ci to udowodnić – oświadczył poważnie schylając głowę aby spotkać mój wzrok – Dlaczego uważasz, że nie jesteś ładna? - kiedy upewnił się, że nie złamię naszego kontaktu wzrokowego przeniósł głowę do normalnej wysokości. Jego ręka przeniosła się z brody do mojego policzka, gdzie delikatnie przejechał kciukiem.
- Ja tylko – westchnęłam nie wiedząc jak wyjaśnić mu to. Normalnie nie ufam wystarczająco ludziom aby o tym mówić, ale ufam Ashtonowi bardziej niż komukolwiek, z wyjątkiem Luke’a. - Byłam prześladowana jako dziecko, bo moja mama zmarła. Powiedziano mi, że jestem brzydka i dlatego umarła, bo nie chciała brzydkiej córki. Przeniosłam się do innej szkoły co było dobre, ponieważ byłam z Jordanem. Potem przeniosłam się do Kalifornii, a tam ludzie lubili mnie tylko dlatego, że mój ojciec jest bogaty.
- Cóż, ja polubiłem cię zanim dowiedziałem się, że jesteś bogata – jestem wdzięczna za to. Wiem w głębi serca, że ci chłopców nie dbają o to, że jestem bogata, cóż to mój ojciec jest bogaty, ja nie mam nic i nie chcę żyć z tych pieniędzy. Chcę samodzielnie zarabiać i mieć własne życie.
- Jesteś daleko do bycia brzydkim Braylee – jego ręka spoczywała obok mojej pocierając kciukiem tam i z powrotem delikatnie powodując gęsią skórkę na moich plecach.

Kiedy skończyliśmy jeść zaczęłam wyciągać mój portfel aby zapłacić za swoją połowę kiedy Ashton wyrwał mi go.
- Nie, ja płacę – uśmiechnął się, a ja rzuciłam mu pionujące spojrzenie. – Nie walcz ze mną, bo zacznę cię łaskotać – ostrzegł, a ja westchnęłam ponosząc klęskę. Ja po prostu zapłacę za film i przekąski.
- Gotowa? – skinęłam i udaliśmy się w stronę wyjścia. Ashton położył dłoń na moich plecach jak szliśmy przez zatłoczoną restaurację.
Kiedy byliśmy w samochodzie Ashton zapalił samochód, ale nie ruszaliśmy.
- Ash, nie jedziemy? – zapytałam patrząc się na niego. Jego palce były obejmowały dolną części kierownicy, podczas gdy on patrzył przez okno w zamyśleniu.
- Hmm - spojrzał na mnie, uwalniając jego napięty uchwyt na kierownicy – Oh racja – zaśmiał się nerwowo ruszając.
- Wszystko w porządku? - mój uśmiech zanikał jak badałam jego nerwowe rysy twarzy. – Wyglądasz dziwniej niż wcześniej.
- Mam się dobrze – mignął mi jego słynny uśmiech kiedy obracał się na siedzeniu, aby uzyskać jasny obraz, gdy wycofywał się z miejsca parkingowego. – I wcześniej nie byłem dziwny! - próbował się bronić, ale jego nerwowy chichot martwił mnie. Włączył radio tylko dlatego aby wypełnić ciszę gdy jechaliśmy, było czuć napięcie.
- Nie jedziemy na film? – zapytałam, a on potrząsnął przecząco głową stukając palcami o kierownicę.
- Nie, Lukey przyjedzie – burknęłam w odpowiedzi gdy jechaliśmy przez miasto. Chłopak wciąż wyglądał na zdenerwowanego, ale nie wiedziałam dlaczego.
- Chłopcy będą? - spodziewałam się, że będzie się świeciło w moim domu, ale było ciemno i pusto. Już oczekiwałam tutaj resztę którzy niszczą wszystko. Chłopcy znają kod do garażu i mogli w ten sposób wejść do mojego domu.
- Um może - stał się jeszcze bardziej niespokojny, jak zbliżaliśmy się do mojego domu, a teraz, jak byliśmy tu był zbyt zdenerwowany. Wysiedliśmy z auta i niezręcznie podeszliśmy do domu. Kiedy dotarliśmy Ashton się zatrzymał. – Zostawiłem telefon w samochodzie. Zaraz wrócę – skinęłam, a on odszedł. Ashton naprawdę zachowywał się dziwnie dzisiaj, a ja nie mogłam zrozumieć dlaczego. Nienawidzę wchodzić do ciemnego domu. Jest coś w rodzaju strachu, że ktoś wyskakuje i mnie zabija, kiedy najmniej się tego spodziewasz.
- Halo – zawołałam zapalając światło. – Luke? – zawołałam ponownie – Cal, Mikey? – westchnęłam wchodząc do środka ściągając buty. Wciąż było cicho. Cisza była kiedyś czymś do czego byłam przyzwyczajona, ale teraz to rzadkość, gdy chłopcy tutaj jest zawsze głośno.
- O kurwa - natknąłem się na coś leżącego w głównym obszarze, który prowadzi do salonu, kuchni, na piętrze, lub do dwóch innych korytarzy, które prowadzą do tyłu domu. – Co do cholery - pochyliłam się i podniosłam małego brązowego pluszowego misia. Zawiązaną wokół szyi miał piękną białą wstążkę do której przyczepiona była karta.

Obserwuj światło, piękna <3

- Światło? -mruknęłam do siebie, rozglądając się wokół. –Ach! - szepnęłam zauważając kilka ciągów białych lampek Bożych Narodzeniowych ułożonych na podłodze. – Ashton? – zawołałam z tyłu domu. Lampki prowadziły mnie do piwnicy, gdzie czekała na mnie kolejna niespodzianka. Pochyliłam się aby podnieść białą różę.

Zejdź na dół ślicznotko, chcę ci coś pokazać <3

Musiałam powstrzymać od pisku uśmiechając się jak idiotka. Nie jestem pewna co tu się dzieję, ale myślę, że spodoba mi się to. Otworzyłam drzwi do piwnicy i delikatne dźwięki na gitarze znanej melodii wypełniły moje uszy.
Uśmiechnęłam się ściskając nos gdy dotarłam do podnóża schodów. Luke, Calum i Michael siedzieli na stołkach przed kanpą, jedno było wolne pomiędzy Lukiem który siedział na końcu, a Calumem. Michael i Luke trzymali gitary, a Luke brzdękał delikatną melodię.
- Chłopaki co – nie dokończyłam, ponieważ Ashton przyłożył palec na moich ustach.
- Ćśś.. żadnych pytań, tylko usiądź – położył rękę na plecach ponownie prowadząc mnie do jednej z kanap. Kiedy już stał obok chłopaków uśmiechnął się do mnie i usiadł na stołku między Calumem i Lukiem. Michael spojrzał na Luke'a, a ten skinął głową i obaj zaczęli grać. Calum zaczął śpiewać, a ja się uśmiechnęłam.

‘’Your hand fits in mine
Like it's made just for me
But bear this in mind
It was meant to be
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks
And it all makes sense to me”

Luke obdarzył mnie małym uśmiechem kiedy otwierał usta aby zacząć śpiewać.

‘’ I know you've never loved
The crinkles by your eyes
When you smile
You've never loved
Your stomach or your thighs,
The dimples in your back at the bottom of your spine
But I'll love them endlessly

I won't let these little things slip out of my mouth
But if I do
It's you
Oh, it's you they add up to
I'm in love with you
And all these little things”

Luke uśmiechnął się do mnie, jak śpiewał cicho za Calumem. Ja siedziałam zdumiona, ale również bardzo zmieszana. Michael zaczął śpiewać, a Ashton uśmiechnął do mnie.

‘’ You can't go to bed without a cup of tea
And maybe that's the reason that you talk in your sleep
And all those conversations are the secrets that I keep
Though it makes no sense to me”

Ashton spojrzał przerażony jak zaczął śpiewać. Mówi, że jest strasznym piosenkarzem, ale ma niesamowity głos.

‘’ I know you've never loved
The sound of your voice on tape
You never want
To know how much you weigh
You still have to squeeze into your jeans
But you're perfect to me

I won't let these little things slip out of my mouth
But if it's true
It's you,
It's you they add up to
I'm in love with you
And all these little things

You'll never love yourself half as much as I love you
And you'll never treat yourself right, darling, but I want you to.
If I let you know I'm here for you
Maybe you'll love yourself like I love you, oh”

Myślę, że jeśli ktoś miałby śpiewać solówkę Nialla oprócz jego samego chciałabym, żeby to był Calum i chciałabym powiedzieć, że zrobiłby to sprawiedliwie. Ashton zlazł ze stołka i podszedł do kanapy stojąc naprzeciwko mnie wciąż śpiewając.

‘’ And I've just let these little things slip out of my mouth
'Cause it's you,
Oh, it's you,
It's you they add up to
And I'm in love with you
And all these little things

I won't let these little things slip out of my mouth
But if it's true
It's you,
It's you they add up to
I'm in love with you
And all your little things”

Chłopcy skończyli grać.
- Braylee Ann Cole, chciałabyś być moją dziewczyną? - uśmiechnęłam się do niego, a mój nos zmarszczył się.
- Oczywiście - uśmiechnął się i od razu wspiął się na kanape trzymając mnie w ciasnym uścisku.
- Aww - usłyszałam jednoczesny pisk trzech chłopców z ich grubymi azjatyckimi akcentami. Roześmiałam się głośno z moich najlepszych przyjaciół, jak mój chłopak przytulił mnie mocno. Dałam z siebie wszystko, aby owinąć ramiona wokół niego i westchnęłam szczęśliwie.

_________________________________
Jest 5 ! :)
Nie jest on jakoś mega super przetłumaczony - przepraszam.
 Jestem ciekawa Waszych reakcji na temat potoczonych wydarzeń. Piszczcie, piszcie! :D

Kiedy następny? Nie wiem. Staram się każdego dnia po trochu tłumaczyć, więc trzymajcie kciuki aby następny pojawił się następnego tygodnia :D

Pojawiły się zakładki: SPAM i INFORMOWANI, więc jeśli chcecie być informowani lub macie bądź polecacie jakieś fanfiction piszcie w tych zakładkach.

Pozdrawiam, Ann. ;)
#HateMePL

7 komentarzy:

  1. Świetny rozdział!
    Dawaj nexta.
    + zapraszam do mnie
    danger-zaynmalik.blogspot.com
    uncanny-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwwwwwwwwwwwwwwww<3 so sweet *.* Jejciu zakochałam się w tym ;) Ja też chcę takiego chłopaka *.* I zapraszam także do siebie
    skrzydla-wazki.blogspot.com
    gwiazda-z-nieba.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. [SPAM]
    Fanfiction przedstawia opowieść o Kelly Evans, ukochanym aniołku swojego taty. Kelly to miła, mądra i grzeczna dziewczyna. Nigdy nie miała żadnych problemów wychowawczych. Zawsze świeciła przykładem i miała dobry kontakt ze swoim tatą. Jej najlepszą przyjaciółką jest, Rose Romano, dziewczyna, którą zna od dzieciństwa. Pewnej nocy przyjaciółki postanawiają wyjść na imprezę, na której zjawia się Jake Movling. Życie dla głównej bohaterki zmienia się pod każdym względem, gdy impreza zmienia się w istne piekło. Wszyscy imprezowicze nagle znikają, a ona zostaje sama. Tick Tack, czas na grę, ale uważaj, nie każdy jest tym, kim się wydaje.

    http://ujawnienie-luke-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. aww cudowny <3 czekam na wiecej :)
    /dżeemol

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam WSZYSTKIE rozdziały jakie były do teraz i nie mogę się doczekać na następny :)
    A

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam na następny cudowny rozdział
    Ja zapraszam cię na moje opowiadanie które pisze z koleżanką http://here-are-dying-white-angels.blogspot.com/2015/01
    Pozdrawiam serdecznie Olcia:*

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś rozdział zostaw po sobie ślad. Bardzo zależy mi na Waszej opinii tych pozytywnych jak i negatywnych. Gdy będę widzieć, że komentujecie to dla mnie oznacza,że jesteście zainteresowani treścią co wiąże się z motywacją do dalszego tłumaczenia :)